O CO TYLE BAŁAGANU?

Kiedy Ptyś miał zaledwie miesiąc, usiłowałam sięgać myślami do tych odległych jeszcze czasów, kiedy stuknie jej pół roku. Myślałam: „o rany, ona będzie wtedy taka duża!”. I w końcu nadszedł ten dzień, kiedy ona już jest „taka duża” (8.04. skończyła 6 miesięcy, a dokładniej 26. tygodni). Oczywiście nie można powiedzieć, że jest olbrzymem, ale mimo wszystko zdarza mi się już myśleć, ze lada chwila wyjdzie z domu, a zaraz potem wyjdzie za mąż (ale już cicho na ten temat – Potwór woli, kiedy się o tym nie wspomina).

Konkluzja, że „ten czas tak szybko leci” staje się już powoli trochę nudna, a nawet delikatnie mnie wkurza. Bo jakkolwiek życie z niemowlakiem bywa niełatwe, to w ostatecznym rozrachunku całość jest po prostu wspaniała, a każda chwila równie cenna. Może zabrzmi to patetycznie, ale cały czas przypominam samej sobie, że te konkretne dni już się nie powtórzą i że warto świadomie doświadczać każdego z nich – nawet jeśli zmęczenie nam tego nie ułatwia.

Mimo krótkiego stażu na koncie, zdążyliśmy już zrozumieć, że życie rodziców to mieszanka obaw i wątpliwości, ale też przełomowych i fascynujących momentów. Jednym z nich jest niewątpliwie początek rozszerzania diety niemowlaka. Podejrzewam, że większość naszych rodziców czy dziadków kojarzy ten czas z mielonymi na idealnie gładkie puree papkami z owoców czy warzyw, które na mknącej niczym samolocik łyżeczce lądowały w małej, nieświadomej jeszcze do końca tego procesu buźce. W ostatnich latach rodzice coraz częściej decydują się na zastąpienie łyżeczki (częściowo lub całkowicie) tzw. BLW. Mimo że jest to coraz bardziej popularny wybór, zdarza się, że spotykamy się jeszcze ze zdziwionymi (żeby nie powiedzieć „przerażonymi”) reakcjami na taki sposób odżywiania dziecka. Zacznijmy więc od początku. O co tyle hałasu (a raczej bałaganu)? I dlaczego uznaliśmy, że warto?

IMG_20180408_091538
Nasze pierwsze blw: tofu i ziemniak.

„Baby-led weaning” (czyli dosłownie „kierowane wyborem dziecka”) to metoda, która polega na wprowadzaniu stałych pokarmów od samego początku rozszerzania diety. Od początku, tzn. kiedy? PTGHiŻD (Polskie Towarzystwo Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci) zaleca, aby nastąpiło to między skończonym 17 a 26 tygodniem życia dziecka. Szerokie widełki wiekowe świadczą o tym, że nie ma sensu niczego przyspieszać na siłę. Układ pokarmowy niemowlaka dopiero dojrzewa do strawienia pokarmu innego niż mleko mamy (lub mleko modyfikowane, jeśli takie podajemy). Nasza w tym rola, żeby wybadać czy maluch jest na to gotowy, ponieważ każde dziecko nabiera takiej gotowości w swoim czasie (i nie jest przez to ani lepsze, ani mniej zdolne).

Z drugiej strony nie ma też powodu, aby rozszerzanie diety opóźniać, ponieważ:
– od 6. miesiąca życia stopniowo rośnie zapotrzebowanie dziecka na wartości odżywcze, np. białko czy żelazo, którego zapasy kończą się  mniej więcej w tym okresie (mimo wszystko mleko mamy zaleca się traktować jako podstawę diety niemowlaka do 12. miesiąca życia),
– rozszerzanie diety to dla dziecka czas, kiedy nabywa ono nowych umiejętności, takich jak przełykanie stałych pokarmów i żucie. To ostatnie szlifują jeszcze nawet dwulatki, jednak największy potencjał do nauki tej umiejętności przejawia się pomiędzy 6. i 10. miesiącem życia dziecka. Dlatego warto już na tym etapie zaznajamiać niemowlę ze stałymi produktami.

IMG_20180418_135555

PO CZYM POZNAMY, ŻE TO JUŻ CZAS?

Jeżeli nasze dziecko:

  • skończyło 6 miesięcy,
  • wykazuje zainteresowanie jedzeniem,
  • potrafi siedzieć samodzielnie lub z niewielką pomocą (tzn. posadzone na naszych kolanach nie chwieje się na boki),
  • jest w stanie kontrolować przy tym ruchy szyi i głowy, utrzymując je w jednej, pionowej linii,
  • chwyta przedmioty w rączki i trafia nimi do buzi
  • oraz, przy wszystkich powyższych sygnałach, nie wypycha językiem jedzenia z ust,

to znaczy, że możemy zaproponować mu pierwsze stałe pokarmy i uważnie obserwować jego samopoczucie i reakcje. No właśnie: kwestia obserwacji i czujności na reakcje dziecka jest tu bardzo istotna. W swoich najnowszych zaleceniach podkreśla to także PTGHiŻD, stosując w tym kontekście zgrabne pojęcie responsive feeding (dosłownie „reagujące/wrażliwe karmienie”). Chodzi o to, aby proces karmienia był nastawiony nie tylko na fizyczne odżywienie dziecka, ale również pielęgnowanie niezwykle ważnej i przydatnej w całym naszym życiu umiejętności, jaką jest samoregulacja.

Częstym błędem w żywieniu niemowląt jest ich przekarmianie. Zmuszanie dziecka do jedzenia powoduje znaczące obniżenie umiejętności do samoregulacji. Sygnały świadczące o sytości dziecka to: zasypianie, grymaszenie podczas jedzenia, zwolnienie tempa przyjmowania pokarmu, zaprzestanie ssania, wypluwanie lub odmawianie wzięcia smoka, odmawianie przyjęcia pokarmu z łyżeczki, odpychanie łyżeczki, zaciskanie ust przy zbliżaniu łyżeczki. Umiejętność odczytywania powyższych zachowań dziecka i odpowiednia reakcja na nie nazywana jest wrażliwym lub reagującym karmieniem (responsive feeding). (PTGHiŻD)

Pojęcie samoregulacji to prawdziwy temat rzeka i dotyczy wielu sfer w życiu człowieka – zarówno małego, jak i dorosłego. Jeśli chcecie dowiedzieć się o tym więcej, polecam wam książkę Stuarta Shankera, „Self-Reg” (postaram się napisać o niej wkrótce na blogu).

IMG_20180419_170936

Tymczasem wróćmy do blw! O co chodzi z tą samoregulacją w kontekście jedzenia? Ano mniej więcej o to, aby nasze dziecko wyrosło na człowieka, który potrafi kierować się odczuciami, płynącymi z własnego ciała. Innymi słowy: jest w stanie naturalnie rozpoznawać uczucie głodu oraz sytości, podążać za nimi w swoim codziennym odżywianiu i jeść, kiedy czuje taką potrzebę (a nie dlatego, że: a) jedzenie się zmarnuje, b) tak wypada, c) cioci/babci/sąsiadowi będzie przykro, d) dzieci w Afryce głodują itd. itp.). Całkiem fajna umiejętność, prawda? Bo czy ostatecznie to nie każdy z nas powinien być (a raczej ma kompetencje do bycia) ekspertem od samego siebie? Zostawiam was z tym pytaniem.

BLW skradło nasze serca, ponieważ stawia na:

1. Samodzielność. Dziecko od początku je samo – nigdy nie wkładamy mu jedzenia do buzi! W skrócie: my wybieramy porę posiłku oraz zdrowe i bezpieczne menu, a maluch na bieżąco decyduje czy i w jakiej ilości zje to, co mu podaliśmy.

IMG_20180418_134853

Mówiąc o blw, spotykaliśmy się z różnymi reakcjami, ale chyba najbardziej zaskoczyło mnie rozczarowanie niektórych osób na wieść, że nie będą mogli sami nakarmić dziecka (podać mu jedzenia do buzi). Choć takie odczucia są mi zupełnie obce, starałam się zrozumieć z czego to rozczarowanie wynika. Być może jest to jakaś potrzeba sprawczości albo kontroli? Może obawiamy się czy maluch na pewno zje tyle, ile uznajemy za właściwie i wolelibyśmy sami to nadzorować? Osobiście jestem zdania, że warto jednak zaufać w możliwości dziecka i postawić na kształtowanie jego samoświadomości. A jeśli nagle poczujemy się zbędni, to pomyślmy o tym, że w międzyczasie możemy zjeść swój własny posiłek, a zaoszczędzony w ten sposób czas wykorzystać na sprzątanie. Tego przy blw jest niemało;-).

2. Zabawę. Podczas posiłków dziecko nie powinno być zmęczone, senne, rozdrażnione czy głodne (odpowiednio wcześniej powinniśmy nakarmić je mlekiem z piersi lub z butelki). Ten czas ma być dla nas wszystkich miły i jakby to ująć… normalny. Dlatego nie obserwujemy dziecka natrętnie (a uwierzcie mi, że trudno się powstrzymać). Staramy się raczej skupić na posiłku i tym wspólnie spędzonym czasie. Unikamy pośpiechu, zamieszania, nerwów, ale też nadmiernej ekscytacji pt.: „Ooooo jak pięknie jesz tego ziemniaczka, wcinaj wcinaj jeszcze!”. O włączonym w tle radiu czy telewizji chyba nie trzeba wspominać. Pozwalamy dziecku ubrudzić siebie i otoczenie (uwaga, rodzice też są w zasięgu rzutu!). Sprzątamy dopiero po skończonym posiłku. Reasumując, postarajmy się po prostu wyluzować i pogodzić z tym, że będzie chaos i bałagan. Jeśli stworzymy spokojną, pozytywną atmosferę, dziecko skojarzy czas jedzenia z czymś swobodnym i przyjemnym. A chyba na tym właśnie nam zależy?

IMG_20180418_134958

3. Bezpieczeństwo. Według najnowszych badań (więcej na ten temat przeczytacie tutaj) ryzyko zakrztuszenia jest takie samo wśród niemowląt karmionych łyżeczką i metodą blw. Kluczowe jest to, że to od naszej wiedzy, świadomości i czujności zależy bezpieczeństwo dziecka. Dlatego powinniśmy pilnować przestrzegania kilku zasad:

  • dbamy o zachowanie siedzącej postawy malucha podczas jedzenia (nie karmimy na półleżąco)
  • podajemy świeże i zdrowe produkty, pozbawione konserwantów, soli i cukru (te ostatnie mają wpływ na rozwój złych nawyków żywieniowych, nadciśnienia, otyłości i miażdżycy w dorosłym życiu),
  • nie podajemy dziecku produktów niebezpiecznych (zbyt twardych lub takich, którymi maluch mógłby się udławić, np. całych oliwek, orzechów, jabłka w kawałkach, pestek, pomidorków koktajlowych, ciecierzycy czy winogron),
  • nigdy nie zostawiamy dziecka samego podczas posiłku,
  • znamy podstawowe zasady udzielania pierwszej pomocy.

4. Samoregulację. Nie ponaglamy, nie zmuszamy, a nawet nie zachęcamy dziecka do zjedzenia większej ilości pokarmu. Do każdego posiłku proponujemy wodę, stawiając ją po prostu w zasięgu rączki – maluch sam zdecyduje czy i w jakiej ilości ją wypije. Ptyś korzysta z otwartego kubeczka doidy (pije z niego nie tylko wodę, ale też zupy-kremy). Przyznam, że początkowo podchodziłam do niego nieco asekuracyjnie, ale po kilku użyciach nabrałam pewności, że mała da sobie z nim radę. Oczywiście część jego zawartości ląduje na ubraniu i podłodze, ale to naturalna część eksploracji nowego tematu!

IMG_20180420_154421.jpg

Zaufanie do siebie i umiejętność słuchania swojego ciała to chyba jedna z najważniejszych rzeczy, które chciałabym przekazać (a raczej pielęgnować) w Ptysiu. Może trudno nam w to uwierzyć, ale dziecko naprawdę samo będzie potrafiło rozpoznać u siebie oznaki głodu oraz sytości i lepiej niż my oceni czy aby na pewno się najadło. To my możemy tę umiejętność zaburzyć, podsuwając dziecku jedzenie ukradkiem albo karmiąc „za babcię i za wujka z zagranicy”.

5. Rodzinne posiłki. Jemy razem, tzn. w tym samym czasie i to samo (oczywiście z posiłków niemowlaka eliminując konserwanty, produkty niebezpieczne oraz sól i cukier). Kiedy dowiedzieliśmy się o tym z Potworem, nasza reakcja była identyczna: „więc mamy teraz jeść na obiad słupki ziemniaków i marchewki?”. Oczywiście nie traktujemy tego tak dosłownie, ale staramy się, żeby pewne elementy były wspólne (np. Ptyś dostaje kulki z kaszy i słupki warzyw, a my mamy gulasz warzywny z kaszą i sałatą). Docelowo, w miarę rozwoju dziecka, spożywamy te same posiłki – ta zasada może zadziałać motywująco na wprowadzenie zdrowych nawyków żywieniowych do życia całej rodziny.

6. Wolność i szerokie spektrum doświadczeń. Dziecko może eksplorować jedzenie wszystkimi zmysłami – istotny jest nie tylko smak czy zapach, ale również wrażenia dotykowe, faktura, temperatura, konsystencja, a nawet to, z jakim rozpryskiem jedzenie spadnie na podłogę. Blw poprawia również koordynację ręka-oko. Bardzo podoba mi się ta swoboda, z jaką Ptyś może poznawać kolejne nowe pokarmy. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że przypomina w tym prawdziwego artystę-ekspresjonistę (imho całkiem jej blisko do Jacksona Pollocka, biorąc pod uwagę styl wykonania i efekty pracy). Prawdopodobnie nie różni się to od eksploracji jedzenia w wykonaniu innych niemowląt, ale i tak jestem zafascynowana (zarówno procesem twórczym, jak i efektem końcowym). Te pierwsze wspólne posiłki to takie nasze codzienne, domowe dzieła sztuki.

IMG_20180418_135401

Poniżej linki do tekstów, których lekturę polecam nie tylko rodzicom, ale także osobom z  ich otoczenia, które są zainteresowane lub zatroskane odżywianiem dzieci w wieku niemowlęcym:

 

Reklamy

Jedna odpowiedź na “O CO TYLE BAŁAGANU?”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s